Obecność Boga w trudnych czasach

Był luty 1999 roku. Ledwie muskałam stopami chodnika, idąc żwawo po terenie szkoły w kierunku mojego samochodu. Popołudniowe słońce i chłodna bryza smagająca mi twarz sprawiły, że mój poziom endorfiny podskoczył do poziomu, przy którym pragnęłam wywijać salta, skakać i wołać: Żyję! Po raz pierwszy od wielu lat czułam się wystarczająco naładowana energią, żeby zapisać się na ciągły kurs edukacyjny.

Cztery lata wcześniej, po pięciu miesiącach nietypowych bólów głowy, zdałam sobie sprawę, że czysta wiara w przewagę umysłu nad ciałem nie usunie przeszywającego bólu. Cichy, podstępny wróg powoli odbierał mi zdrowie i życiowy zapał. Niekończące się odwiedziny u niezliczonych lekarzy i niepoliczalne serie badań laboratoryjnych nie przynosiły mi ulgi. Moje siły wyczerpywały się z każdym mijającym dniem, aż w końcu stałam się zbyt słaba, by chodzić.

Przez całe lata zmagałam się z nieznaną chorobą zakaźną, która obecnie uległa takiemu zaostrzeniu, że moje jelito grube usiane było drobnymi ropniami i owrzodzeniami. Pewnego dnia, gdy wszystko wydawało mi się przygnębiające, uświadomiłam sobie, że nawet moja wola życia zanikła. Gdy wypłakiwałam w po duszkę łzy rozpaczy, przyszedł mi do głowy werset z Iz. 63,9: „On sam ich odkupił w swojej miłości i w swoim miłosierdziu”. Nagle wyobraziłam sobie mojego anioła stróża siedzącego obok mnie na łóżku i zaczęłam się zastanawiać, czy płacze razem ze mną. To była prawdziwie pocieszająca myśl.

W przeciągu tych bolesnych miesięcy czułam dotyk Bożych ramion dzięki miłości i wsparciu wielu drogich mi członków rodziny i przyjaciół na całym świecie, którzy dodawali mi odwagi i modlili się za mnie. Mój lekarz, przy wsparciu laboratorium diagnostycznego, stopniowo odkrył złożoność mojego schorzenia i opracował długofalowy plan terapeutyczny. W miarę jak oczyszczam się z toksycznych związków rtęci i toksyn amebowych, czuję, że zdrowieję, a moje zdolności koncentracji i jasnego myślenia poprawiają się.

Pojęłam, że Pan dopuszcza trudne dla nas chwile, aby sprawdzić fundamenty naszej wiary. Sposób, w jaki reagujemy na kryzys, jest barometrem, który określa stopień naszej wiary w to, że Bóg panuje nad wszystkim i robi to, co konieczne, by wykształcić w nas silny charakter.

Charlotte Bowman

źródło: Kay Kuzma, Zdrowi na co dzień, CHIW „Znaki Czasu”.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Google Buzz
  • Twitter

Informacje o SiegnijPoZdrowie

Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia - filia w Poznaniu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Słowa, które leczą i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *