Występek przeciw ludzkości

Książki, artykuły, reportaże mają wielką siłę. Dociekliwi dziennikarze docierają do najskrytszych tajemnic, ujawniają powiązania, partykularne interesy, kłamstwa, manipulacje, a czasem i zbrodnie. Ich praca potrafi zmieniać świat na lepszy. Jej efekty wpływają na całe społeczeństwa, polityków zmuszają do działania.

Prezydent USA Teodor Roosevelt po przeczytaniu książki pt. Dżungla, w której Upton Sinclair zwrócił uwagę na niehigieniczne warunki panujące w przetwórniach mięsa, natychmiast doprowadził do przegłosowania ustawy o obowiązkowych kontrolach mięsa. Prezydent Kennedy po przeczytaniu książki Rachel Carson pt. Cicha wiosna, w której opisała zagrożenia, jakie niosą opryski pestycydami, zlecił swemu doradcy naukowe zajęcie się tą sprawą. Książkę tę uważa się dziś za początek amerykańskiej ekologii i źródło wydanego w 1972 roku zakazu używania rakotwórczego środka DDT.

Nasiona kłamstwa

Osiem lat temu na rynku amerykańskim pojawiła się książka Jeffreya M. Smitha pt. Nasiona kłamstwa, czyli o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności modyfikowanej genetycznie. Z dociekliwością śledczego Smith przestudiował historię wpływów największych koncernów biotechnologicznych na amerykańskie agencje rządowe i media, powiązania urzędników z biznesem, manipulacje badaniami naukowymi, zatajanie faktów, dyskredytowanie badaczy ujawniających negatywne wyniki eksperymentów związanych z żywnością modyfikowaną genetycznie. Książkę Smitha przetłumaczono na dziesięć języków świata, w tym polski, i stała się bestsellerem na temat żywności GMO. Reprezentant amerykańskiego rządu stanu Vermont oznajmił, że publikacja ta „naznaczyła każdą debatę stanową o GMO. Pojawiła się wszędzie”. Wkrótce Vermont uchwalił pierwsze w USA przepisy dotyczące żywności GMO, a władze hrabstwa Trinity w Kalifornii zakazały uprawy genetycznie modyfikowanych roślin. Rewolucja dotknęła też branżę spożywczą — zapoczątkował ją Malcolm Walker, prezes Iceland Frozen Foods, który postanowił zbadać, co kryje się za „całym tym zamieszaniem”. W efekcie nakazał firmie produkcję żywności tylko z soi i kukurydzy naturalnej zamiast modyfikowanej. W ciągu pół roku poszli za jego przykładem inni producenci żywności. Niektóre amerykańskie sieci spożywcze ogłosiły, że przestają używać GMO do produkcji swojej żywności. Popyt na modyfikowane genetycznie rośliny drastycznie zmalał w Stanach Zjednoczonych. Ameryka zaczęła szukać nowych rynków zbytu, ale — patrząc na Europę — nawet kraje Trzeciego Świata odmówiły przyjęcia żywności GMO z uwagi na zagrożenie dla zdrowia. Gdy w maju 2003 roku prezydent USA George W. Bush przedstawił program „Inicjatywy zażegnania głodu w Afryce” przy pomocy żywności modyfikowanej genetycznie, oskarżył jednocześnie Europę o utrudnianie walki z głodem przez jej „bezpodstawne i nienaukowe obawy” wobec żywności GM. Bush chciał za wszelką cenę zwiększenia amerykańskiego eksportu, a jego wystąpienie było częścią planu korporacji biotechnologicznych, które za cel postawiły sobie przejęcie światowych zapasów żywności, pisze Smith. Plan ten oficjalnie przedstawiono cztery lata wcześniej na konferencji biotechnologicznej w USA, na której przedstawiciel Grupy Konsultingowej „Arthur Andersen” wyjaśnił, jak Grupa pomogła koncernowi Monsanto stworzyć strategię „zdominowania rynku nasion i roślin uprawnych tak, aby nie istniały już naturalne nasiona i uprawy rolne”. Częścią tego planu były wpływy w rządzie amerykańskim. Jednak firmie Monsanto, w ręku której jest obecnie 91 proc. światowego rynku żywności, nie udało się jedno: wymiana zapasów i źródeł naturalnych ziaren na genetycznie modyfikowane. Na całym świecie pojawili się oponenci; odzywać się zaczęli naukowcy, którzy wcale nie uważają żywności GM za bezpieczną. Zresztą często płacili swoją karierą za obywatelską odwagę i czyste sumienie.
„Urzędnicy z różnych państw, odpowiedzialni za kwestie GMO, powinni dowiedzieć się o zagrożeniach powodowanych przez żywność genetycznie modyfikowaną — pisze Smith. — Powinno powiedzieć się o tym, jak przyjęto ją na rynek amerykański — nie na podstawie decyzji naukowych, lecz politycznych. Niestety poddawani są wciąż wpływom nieustającej reklamy przemysłu biotechnologicznego oraz prośbom i groźbom amerykańskiego rządu, który chce nakłonić kraje świata do przyjęcia żywności i upraw genetycznie modyfikowanych na swe rynki”.

Wikileaks ujawnia

Nieco ponad miesiąc temu portal Wikileaks opublikował tajne depesze rządu amerykańskiego dotyczące lobbingu jego przedstawicieli w Polsce w sprawie GMO. Jak z nich wynika, lobby GMO dotarło do części polityków, mediów, naukowców, a nawet studentów. Padają nazwiska i obietnice polskiej strony. Tych polityków, którzy twardo sprzeciwiali się legislacyjnym ułatwieniom, delikatnie przestrzegano, że taka postawa może negatywnie wpłynąć na stosunki polsko-amerykańskie. Za kluczowe uznano w służbowych notatkach dla amerykańskich przełożonych takie działania, które pozwolą wpłynąć na kształt przyszłych przepisów w Polsce i „zmiękczyć społeczny sprzeciw”.
Mimo nacisków na Unię Europejską (Wikileaks ujawnił, że ambasada USA w Paryżu radziła administracji w Waszyngtonie rozpoczęcie wojny handlowej z każdym krajem unijnym, który sprzeciwia się uprawom GMO) siedem krajów unijnych wprowadziło zakaz upraw kukurydzy MON810: Francja, Niemcy, Austria, Włochy, Grecja, Węgry, Bułgaria (a także Luksemburg i Szwajcaria; Irlandia oraz Walia prawie w stu procentach objęte są strefą wolną od GMO, zaś Anglia w niemal w pięćdziesięciu), ponieważ „niezbadane są konsekwencje długofalowego spożywania GMO przez ludzi”, a „odmiany kukurydzy MON810 są niebezpieczne dla środowiska”. Podstawą prawną krajowych zakazów była tzw. klauzula bezpieczeństwa zawarta w unijnej dyrektywie 2001/18 dotyczącej GMO. Ponadto 8 września tego roku Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że kraje członkowskie mogą wprowadzać zakazy upraw poszczególnych gatunków GMO na podstawie rozporządzenia 1829/2003. Na razie koncerny biotechnologiczne nie odniosły zwycięstwa po tej stronie oceanu — w 2000 roku planowały osiągnięcie 50 proc. upraw GMO na terenie UE, ale do roku ubiegłego było tych upraw tylko 0,5 proc. Niestety, Europa importuje GMO ze Stanów Zjednoczonych w ramach umów zawartych na szczeblu Światowej Organizacji Handlu (WTO).
Wydaną w Polsce w 2007 roku książkę Smith kończy tak: „Nie da się zaprzeczyć, że cały świat zwrócił szczególną uwagę na opór Polski przeciwko żywności modyfikowanej genetycznie. Obowiązujące w Polsce zakazy hodowli organizmów zmodyfikowanych genetycznie oraz podawania zwierzętom paszy ze zmodyfikowanych roślin są wzorem do naśladowania dla innych krajów”. Ale od tego czasu w Polsce wiele się zmieniło. Choć prezydent Bronisław Komorowski zawetował nową ustawę, która otwierała Polskę na GMO, wyjaśnił, że uczynił to z powodów legislacyjnych, a nie merytorycznych, i w Polsce potrzebna jest debata, która rozwiałaby (nieuzasadnione) lęki wobec GMO.

Świat według Monsanto

Wyjaśnieniem kwestii, czy lęki wobec upraw i żywności genetycznie modyfikowanej są uzasadnione, czy nie, zajęła się kolejna dziennikarka — Marie-Monique Robin. Jej pracę, wynik trzyletniego śledztwa, nagrodzono prestiżową nagrodą dziennikarską Prix Albert Londres. W dostępnej na rynku polskim książce pt. Świat według Monsanto (i filmie dokumentalnym o tym samym tytule) opisuje koszty, jakie płacą konsumenci, środowisko i rolnicy, którzy dali się przekonać biotechnologicznemu gigantowi. Ujawnia kazirodcze związki (jak skomentował jej publikację inny francuski redaktor Stefan Rieger) między biznesem a administracją USA, fakt infiltrowania przez firmę wszystkich instancji decyzyjnych oraz historię szykan i dyskryminacji tych naukowców, którzy nie ulegli propagandzie Monsanto i wskazywali na potencjalną szkodliwość jej produktów. Hasło koncernu: żywność, zdrowie, nadzieja powinno raczej brzmieć: trucizna, rak samobójstwa — tak komentuje Rieder wynik śledztwa Marie-Monique Robin i dodaje: „To nawet nie o zdrowie czy o żywność chodzi w pierwszym rzędzie, lecz o demokrację, autonomię, tradycję, życie jako takie”. Pisarz Frances Moore Lappé pyta w podobnym tonie: „Jak doszło do tego zamachu na naszą wolność wyboru, na demokrację?”. Sir Julian Rose, prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi (ICCPC) ocenia: „Inżynieria genetyczna w służbie wielkich korporacji, która przebudowuje nasze (…) zwierzęta i rośliny, by później móc opatentować te nowe wynalazki, jest jednym z największych występków przeciw rodzajowi ludzkiemu”.
Robin prześledziła nie tylko powiązania Monsanto z rządową administracją i historię nacisków na urzędników i naukowców, ale opisała przeszłość koncernu, który z chemicznego arcytruciciela planety i jej mieszkańców przeobraził się w „żywiciela ratującego świat”. Najpierw przez kilkadziesiąt lat firma produkowała silny toksycznie i rakotwórczy środek PCB (znany jako Pyralen). Z ujawnionych niedawno tajnych dokumentów wewnętrznych wynika, że wiedziała o szkodliwości PCB, jednak nie informowała o tym użytkowników środka, własnych pracowników i ludności mieszkającej w okolicy fabryki. Co więcej, toksyczne odpady odprowadzała do cieków wodnych i składowała pod gołym niebem. Efekt? Zatruty obszar Anniston w Alabamie, zatrutych tysiące mieszkańców, z których dziesiątki zmarły. Chociaż środka tego nie ma na rynku od 1977 roku, kiedy to zakazano jego produkcji, nadal ludzie w Anniston chorują na raka i rodzą się im upośledzone dzieci. W 2002 roku sąd uznał koncern winnym „zaniedbania, zaniechania, oszustwa, działania na szkodę ludzi i mienia publicznego”, skazując go na grzywnę w wysokości 700 milionów dolarów. To kropla w morzu zysków, jakie PCB przyniósł firmie. Inny wynalazek Monsanto to wydzielający rakotwórcze dioksyny Agent Orange, słynny herbicyd używany w Wietnamie do niszczenia dżungli. Jego ofiarą padli nie tylko Wietnamczycy, ale i amerykańscy żołnierze, których od lat zabija rak i którym rodzą się chore dzieci. Zbiorowy pozew sądowy weteranów zakończył się ugodą sądową, bo jak pisze Robin, prawnicy koncernu przedstawili sfałszowane wyniki badań. Do grupy „cudownych” środków Monsanto można jeszcze dorzucić słynny DDT (również zakazany po latach użytkowania), niebezpieczny aspartam (ten wciąż zjadamy w produktach) czy bydlęcy hormon wzrostu Posilac, zakazany w wielu krajach Europy, którego historia wprowadzenia na amerykański rynek jest iście kryminalna. Dziś Monsanto obiecuje, że nakarmi cały świat. Czym? Kolejnym wynalazkiem, którego nie chce ani Afryka, ani Azja, ani Europa — żywnością modyfikowaną genetycznie. Ostatnią trutką, jak wykazały badania francuskich biologów molekularnych, jest cudowny środek do zwalczania chwastów Roundup, który tak samo łatwo jak chwasty zabija ludzkie komórki.

Wola Polaków i Europejczyków

Dobrze by było, gdyby nasi politycy, którzy mają decydować o życiu i zdrowiu nas i naszych dzieci, słuchali nie tylko ekspertów biotechnologii (bo niezależne badania nie robią na nich wrażenia), lecz osobiście przeczytali obydwie książki. Jak widać, polscy naukowcy, którzy od lat przestrzegają przed uprawami GMO, nie u wszystkich znaleźli posłuch. Nie mówiąc już o woli polskiego społeczeństwa, które — jak wykazały sondaże i uchwały sejmików wojewódzkich — GMO nie chce w naszym kraju. Właśnie o tym przypomniał polskim politykom José Bové, wiceprzewodniczący Komisji Rolnictwa Parlamentu Europejskiego. W liście skierowanym 6 września do premiera Donala Tuska napisał m.in.: „Przykro jest zauważyć, iż Parlament RP złamał postanowienia tej Konwencji [z Aarhus — red.], uchwalając ustawę o nasiennictwie legalizującą uprawy GMO w Pańskim kraju, bez partycypacji społecznej i bez konsultacji wymaganej przez Konwencję z Aarhus. Nie ma konieczności wchodzenia w szczegółowy opis zagrożeń i potencjalnych niebezpieczeństw wywoływanych przez GMO — są one bardzo dokładnie udokumentowane i wiedza ta jest dostępna także w Polsce. Chodzi tu o całą gamę problemów — od potencjalnego zagrożenia zdrowia publicznego aż po problem patentowania ziarna siewnego, skażenia produkcji rolnictwa ekologicznego czy też transgenicznego przemieszczania się skażeń biologicznych. Mówiąc najkrócej, warto pamiętać o tym, że zastrzeżenia wobec GMO znacząco przeważają nad jego zaletami, a na szali jest przecież utrzymanie świetnej renomy polskiej żywności w Europie. Polacy w tej dziedzinie wyraźnie wyartykułowali swoje poglądy, rozumieją oni, że uwolnienie GMO można porównać do puszki Pandory, która raz otwarta, już nigdy nie będzie mogła być zamknięta — w warunkach otwartych granic w Unii Europejskiej. Wspomniana ustawa, jeżeli byłaby przyjęta w Polsce, miałaby wpływ na inne kraje europejskie. Dlatego jest naszym obowiązkiem obywatelskim, by aktywnie uczestniczyć w tym demokratycznym procesie. Podsumowując, decyzja Prezydenta RP Pana Bronisława Komorowskiego, by zawetować ustawę o nasiennictwie, była więcej niż uzasadniona. W imieniu większości obywateli Europy Zachodniej, dla których tak cenne są zasady partycypacji obywatelskiej i którzy nie godzą się na ekspansję GMO w Europie, uprzejmie proszę Pana o przekonanie rządzącej koalicji w Polsce, by nie odrzucała prezydenckiego weta do ustawy o nasiennictwie w Sejmie”.
Panie Prezydencie, panie Premierze, pójdźcie śladem Roosevelta i Kennedy’ego.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Google Buzz
  • Twitter

Informacje o SiegnijPoZdrowie

Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia - filia w Poznaniu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawe artykuły i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *