Recepta na szczęście

Z reklam wynika, że aby być szczęśliwym trzeba koniecznie coś zjeść, kupić, albo wypić. Wystarczy jednak raz i drugi zjeść, kupić lub wypić coś reklamowanego, aby się przekonać, że szczęścia to nie daje.
Czy jest jakaś recepta na szczęście? Tak. Jej głównym składnikiem jest ukontentowanie. Apostoł Paweł wyjawił ten sekret w słowach: „Nauczyłem się przestawać na tym, co mam” (Flp 4:11).
Ukontentowanie nie jest wrodzoną cechą. Na ten świat wszyscy przychodzimy z płaczem. Trzeba się nauczyć poprzestawać na tym, co mamy. Jak to zrobić w praktyce? Apostoł podał trzy skuteczne rady w tej sprawie:

o Ogranicz pragnienia.
o Zachowaj poczucie humoru.
o Polegaj na Bogu.

Ogranicz pragnienia

Kto cieszy się bardziej z medalu olimpijskiego? Ten, kto zdobył srebro czy brąz? Ten, kto zdobył brąz. Dlaczego? Zawodnicy drużyny, która zdobyła srebro odczuwają niedosyt, bo grali w finale o złoto, ale przegrali. Natomiast zawodnicy, którzy zdobyli brąz cieszą się, bo niewiele brakowało, a nie miałby żadnego medalu!
Szczęście to zadowolenie z tego, co się ma. Najbogatsi, najpiękniejsi i najsławniejsi są nieszczęśliwi, kiedy porównują się z innymi, bo z czasem zawsze pojawi się ktoś ładniejszy, bogatszy, sławniejszy. Nie będziemy szczęśliwsi, gdy uda nam się dorównać innym ani wtedy, kiedy zdobędziemy to, co mają inni, bo człowiek zawsze chce więcej niż ma.

Na ulicy stał żebrak z koszykiem i kartką: „Potrzebuję 100 dolarów do szczęścia”. Przechodził tamtędy makler giełdowy, któremu tego dnia powiodła się transakcja, na której zarobił fortunę. Wyciągnął z portfela 100 dolarów i wrzucił biedakowi do koszyka. Ten podziękował, ale zaraz potem uderzył się w czoło i pomyślał: „Ależ ze mnie głupiec! Trzeba było napisać 200 dolarów!”

Człowiek pragnie mieć więcej, bo taka jest nasza grzeszna natura. Jak słusznie zauważył Charles C. Colton: „Bogactwo jest rzeczą względną, skoro ten, kto ma i więcej nie potrzebuje, ma więcej od tego, kto ma dużo, ale chce więcej”.

Przyjaciel zapytał Johna D. Rockefellera (1839-1937), kiedy ten był jeszcze młodym człowiekiem, ile pieniędzy potrzebowałby do szczęścia.
– Milion dolarów – odrzekł bez wahania młody Rockefeller.
Kiedy John D. Rockefeller dorobił się pierwszego miliona, przyjaciel postawił mu to samo pytanie i w odpowiedzi usłyszał:
– Jeszcze jeden milion.
Po pogrzebie Johna D. Rockefellera, który zmarł będąc jednym z najbogatszych ludzi na ziemi, reporter zapytał jego księgowego:
– Ile pan Rockefeller zostawił po sobie?
Księgowy odpowiedział bez namysłu:
– Wszystko!

Jak żyję, nie widziałem, żeby za jakimś karawanem pogrzebowym jechała ciężarówka lub choćby przyczepa z dobytkiem zmarłego. Niczego z tego świata nie zabierzemy, oprócz charakteru, dlatego znacznie ważniejsze od tego ile posiadamy, jest to kim jesteśmy. Apostoł Paweł napisał: „Nie patrzymy na to, co widzialne, ale na to, co niewidzialne; albowiem to, co widzialne, jest doczesne, a to co niewidzialne, jest wieczne” (2Kor 4:18).
Bogactwo nie daje szczęścia, gdyż nawet ten, kto ma dużo, chce więcej. Potrzebujemy ograniczyć swe pragnienia i potrzeby, jeśli chcemy być szczęśliwsi. Filozof grecki Epikur (341-270) powiedział: „Jeśli chcesz człowieka uszczęśliwić, nie dodawaj nic do tego, co posiada, lecz ujmij kilka z jego życzeń”.
Szczęście nie jest możliwe, kiedy patrzymy na swe braki lub porównujemy się z bliźnimi. To ego pobudza nas do zazdrości, a ona sprawia, że człowiek chce być szczęśliwszy od bliźnich, co jest bardzo trudne, jak zauważył Monteskiusz (1689-1755), ponieważ na ogół uważamy innych za szczęśliwszych niż są w rzeczywistości.
Ukontentowanie jest możliwe, jeśli nie patrzymy na to, co przemija, ale na to, co wieczne. Apostoł Paweł to rozumiał, dlatego napisał: „Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek” (Flp 4:12). Umiar, szukanie tego, co nieprzemijające, poleganie na Bogu, a także poczucie humoru, prowadzą do ukontentowania z życia, jakim by ono nie było.

Zachowaj poczucie humoru

Niektórym wydaje się, że człowiek uświęcony musi być śmiertelnie poważny i nie może sobie pozwolić na rozrywkę. W rezultacie ci, którzy czują się uświęceni obnoszą się z posępnymi minami. Nie jest to dobra reklama dla chrześcijaństwa. Nie do takiej postawy zachęcał apostoł Paweł w Liście do Filipian.
Jezus nie był ponurakiem, jak wykazał między innymi Elton Trueblood w książce The Humor of Christ (Humor Chrystusa). Tłumaczenie Ewangelii na język polski gubi wiele dowcipu z Jego wypowiedzi, ale wciąż możemy znaleźć komiczne porównania w Jego przypowieściach oraz poczucie humoru w epitetach, jakimi opisał faryzeuszy, którzy mieli tendencje do posępnej religijności.
Ludzie zdrowi i stabilni potrafią się śmiać, także z samych siebie. Śmiech pobudza krążenie krwi, dotlenia płuca i mózg, dlatego łagodzi stres i wzmacnia organizm. Głośny, serdeczny śmiech poprawia samopoczucie także u tych, którzy go słyszą, usuwając z serca przygnębienie. Dlatego, ilekroć dzielisz się śmiechem z innymi, tylekroć obdarzasz ich zdrowiem.
O leczniczym wpływie śmiechu przekonał świat Norman Cousins (1915-1990), który w książce Anatomy of an Illness (Anatomia choroby) opisał swoją walkę ze śmiertelną chorobą. W wieku 50 lat, na skutek zaniku cząstek kolagenu w jego ciele, powalił go uciążliwy ból stawów i kręgosłupa. Lekarze nie dawali mu szans na wiele lat życia. Wtedy Cousins wziął sprawy w swoje ręce. Zastosował zdrową dietę i zaczął codziennie oglądać zabawne programy, takie jak Ukryta Kamera, a także filmy z braćmi Marx oraz Flipem i Flapem. Zauważył, że po kilkuminutowym śmiechu ból odstępuje od niego na dłuższy czas. Norman Cousins zadziwił świat medyczny, kiedy dzięki tej niezwykłej kuracji całkowicie wyzdrowiał.
Przy odpowiednim nastawieniu dobry humor możemy znaleźć wszędzie, nawet w dziale ogłoszeń drobnych! Oto przykład: Niejaki J. Jones chciał sprzedać maszynę do szycia. W tym celu dał ogłoszenie do gazety, które ukazało się z zabawnymi błędami:

Poniedziałek:
SPRZEDAM – J. Jones sprzeda maszynę do użycia. Dzwoń po 19-tej i proś panią Kelly, która przebywa u niego tanio.

Wtorek:
SPROSTOWANIE – Pan J. Jones poinformował nas, że odebrał złośliwe komentarze z powodu błędu, jaki zakradł się do wczorajszego ogłoszenia, które powinno brzmieć: J. Jones sprzeda maszynę do szycia tanio. Dzwoń i proś panią Kelly, która przebywa u niego po 19-tej.

Środa:
OŚWIADCZENIE – Niżej podpisany J. Jones oświadcza: Nie mam już maszyny do szycia – wyrzuciłem ją. Proszę nie dzwonić, gdyż telefon jest wyłączony. Nic mnie nie łączy z panią Kelly, która pracowała u mnie jako gospodyni, ale wczoraj złożyła wymówienie!

Z humorem można napisać nawet raport o swoim wypadku. Firma ubezpieczeniowa poprosiła o szczegółowy opis okoliczności, w jakich doszło do licznych obrażeń jej klienta. Oto jak opisał swój wypadek i poniesione szkody:

Drodzy Państwo. Mój list jest odpowiedzią na Waszą prośbę, aby szczegółowo opisać, jak doszło do każdego z moich obrażeń.
Otóż z zawodu jestem księgowym, ale wziąłem się za murarstwo. W dniu wypadku pracowałem na dachu mojego trzypiętrowego domu. Kiedy skończyłem pracę stwierdziłem, że na dachu pozostało około 150 kg cegieł. Zamiast je znosić pojedynczo, postanowiłem opuścić je w beczce. Do tego celu użyłem wyciągu z liną. Umocowałem beczkę z cegłami do wyciągu, po czym zszedłem na dół. Trzymając linę mocno oburącz, zacząłem opuszczać beczkę. Nie spodziewałem się, że ciężar beczki poderwie mnie gwałtownie w górę, ale w efekcie poszybowałem wzdłuż ściany budynku. W połowie drugiego piętra zderzyłem się z opadającą beczką, co wyjaśnia pęknięcie czaszki i złamany obojczyk.
Beczka zwolniła mój wzlot, ale lina wciąż ciągnęła mnie w górę, aż uderzyłem rękami o wyciąg, co wyjaśnia złamane nadgarstki. Wtedy beczka uderzyła o podłoże, jej dno pękło, a cegły wysypały się na ziemię. Beczka bez cegieł ważyła tylko 20 kg, a ja ważę ponad 80 kg, dlatego zacząłem gwałtownie opadać. W połowie drugiego piętra znów zderzyłem się z beczką, tym razem pustą i szybującą w górę, co wyjaśnia pękniętą kostkę i złamane palce prawej stopy.
Moje drugie zderzenie z beczką zwolniło upadek na tyle, że kiedy spadłem na rozsypane na dole cegły, złamałem tylko trzy żebra. Zdezorientowany i oszołomiony, wypuściłem z rąk linę, a wtedy jeszcze raz zderzyłem się z beczką, która uderzyła mnie w przyrodzenie.
Mam nadzieje, że udzieliłem Państwu wyczerpującej odpowiedzi, co do przyczyn wszystkich moich obrażeń.

Polegaj na Bogu

Ukontentowanie jest kluczem do szczęścia, a pochodzi z umiaru, poczucia humoru oraz polegania na Bogu. Wielu rzeczy w tym życiu nie da się przewidzieć ani kontrolować. Jeśli jednak zrobimy to, co do nas należy, resztę możemy ufnie powierzyć Bogu, który nas nie zawiedzie. To była wielka tajemnica szczęścia apostoła Pawła, dzięki której zachował radość, mimo trudności. Napisał: „Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie” (Flp 4:13).
Dzięki łasce Bożej możemy zachować pokój i radość niezależnie od okoliczności. Możemy być ukontentowani, a więc szczęśliwi „w Chrystusie”. Przyimek „w” zawiera w sobie wszystkie inne przyimki opisujące relacje między nami a Chrystusem. Nasze ukontentowanie przychodzi „od” Chrystusa i „z” Chrystusa, który powiedział: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28:20).
Apostoł Paweł miał jakieś problemy zdrowotne, związane z oczami (2Kor 12:7-9; Ga 5:13-15). Prosił trzykrotnie o uzdrowienie, ale Bóg mu powiedział: „Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, albowiem pełnia mej mocy okazuje się w słabości…” (2Kor 12:9). Co na to Paweł? Czy żalił się i rozczulał nad sobą? Nie, lecz odpowiedział: „…Najchętniej więc chlubić się będę słabościami, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusowa” (2Kor 12:9).
W słowach „Dosyć masz” występuje to samo słowo (gr. arkeo), którego Paweł z Tarsu użył pisząc o „poprzestawaniu”, a więc o umiarze: „…Nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek” (Flp 4:11-12).
Jego ukontentowanie nie wynikało z okoliczności życia, które nie były łatwe. Nie zależało od postawy innych ludzi względem niego, bo doznał wielu krzywd. Jego szczęście wypływało ze świadomości, że Bóg kocha człowieka tak bardzo, że w Chrystusie oddał samego siebie za nas. W łasce okazanej nam przez Chrystusa mamy zbawienie, mimo naszej grzeszności, a w Nim niezawodnego przyjaciela.
Sekret szczęścia można sprowadzić do znajomości Jezusa Chrystusa. Apostoł Jan tak o tym napisał: „Bóg dał nam życie wieczne, a to życie jest w Jego Synu. Ten, kto ma Syna, ma życie, a kto nie ma Syna Bożego, nie ma też i życia” (1J 5:11-12). „A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie” (Flp 4:19).

Recepta na szczęście jest rozdziałem z książki „Radość mimo trudności” Alfreda Palli, którą można nabyć na stronie www.betezda.pl.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Google Buzz
  • Twitter

Informacje o SiegnijPoZdrowie

Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia - filia w Poznaniu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawe artykuły i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *