Białkowe pomyłki

Wokół potrzeb białkowych człowieka oraz źródeł ich zaspokajania narosło wiele błędnych przekonań. Okazuje się, że większość Europejczyków i Amerykanów spożywa aż trzykrotnie więcej białka, niż przewiduje norma Światowej Organizacji Zdrowia, choć coraz częściej słychać głosy, że i ta jest zawyżona. Tymczasem nadmiar białka przyczynia się nie tylko do chorób nerek czy osteoporozy, ale i miażdżycy, białaczki, schizofrenii. Przestaje więc dziwić, dlaczego choroby te mnożą się w szybkim tempie.

Białko jest jednym z trzech podstawowych składników pokarmowych, obok tłuszczów i węglowodanów. Służy do budowania i odnawiania komórek, tkanek, enzymów, hormonów, hemoglobiny. Jest źródłem energii w sytuacji głodu, gdy brakuje tłuszczów i węglowodanów. Syntetyzowanie się białek jest też potrzebne do tworzenia przeciwciał, niezbędnych do zwalczania infekcji wirusowych i bakteryjnych. Każdy z nas w 20% wagi składa się z białka.

Które białko jest pełnowartościowe?

Współczesny przemysł mięsny tworzy światową strukturę hodowlano-handlową. Jej istotnym elementem jest przekonanie konsumenta o konieczności jadania mięsa dla zachowania zdrowia. Większość ludzi ulega więc błędnemu przekonaniu, że pełnowartościowe białko organizm może przyswoić tylko z mięsa. Takie stanowisko, popierane przez część lekarzy, wprowadza jednak konsumentów w błąd.

W skład białek wchodzą dwadzieścia dwa aminokwasy, których kombinacja jest różna. Każda komórka i tkanka produkuje określone dla siebie białko, w którym kolejność aminokwasów jest zależna od indywidualnego genotypu. Ponadto odmienne białka wchodzą w skład kości, mięśni, krwi, enzymów itp. Aminokwasy, z których składają się wszystkie białka (roślinne i zwierzęce), są takie same. Problem polega na tym, że z dwudziestu dwóch aminokwasów potrzebnych nam do syntezy białkowej ośmiu nie potrafimy syntetyzować i musimy je dostarczyć w pokarmie. Są to tzw. aminokwasy egzogenne[1]. Całą ósemkę potrzebnych nam aminokwasów zawiera tylko mięso[2], jajko (uznane za wzór pod tym względem) oraz mleko i jego przetwory. Właśnie z tego powodu produkty roślinne uznawane były za mniej wartościowe źródło białka dla człowieka. Jednak badania naukowe dowiodły, że pokarm wyłącznie roślinny może dostarczyć wszystkich niezbędnych aminokwasów w prawidłowych proporcjach, jeśli odpowiednio zestawimy produkty[3]. Należy też pamiętać, że o tym, czy białko jest pełnowartościowe, decyduje nie tylko zawartość aminokwasów, ale też stopień ich przyswajalności przez organizm. To z kolei zależy od ilości spożytego białka, ilości białka przyswojonego przez przewód pokarmowy i – co najważniejsze – ilości białka zatrzymanego przez organizm. Wartość białka polega na właściwej proporcji aminokwasów egzogennych w pokarmie. Jeżeli dany produkt zawiera większość aminokwasów w ilości odpowiadającej 100% wzoru ich przyswajalności, a tylko jeden z niezbędnej ósemki egzogennych będzie w ilości 50%, to wartość spożytego w tym pokarmie białka pozostanie na poziomie tych 50%. Resztę organizm wykorzysta na potrzeby energetyczne, zamiast budulcowe.

Jeśli weźmiemy pod uwagę to, że ilość białka w różnych produktach spożywczych nie pokrywa się z ich przyswajalnością, otrzymamy odpowiedź, czy białko roślinne jest pełnowartościowe. Oczywiście, że tak, ale pod warunkiem urozmaiconej diety. Tzw. aminokwas ograniczający (np. ten na poziomie 50%) występujący w danym produkcie musi być dostarczony z innego produktu, by posiłek był kompletny i dobrze przyswojony. Takim najprostszym i niezawodnym połączeniem białkowym jest pokarm z jakiegokolwiek zboża, np. kaszy, pieczywa, mąki, z dodatkiem mleka lub roślin strączkowych, np. fasoli, grochu, soi, soczewicy[4]. Rośliny strączkowe uzupełniają też wartość białkową ryżu, makaronu, kukurydzy, płatków zbożowych, orzechów, ziaren słonecznika, dyni i sezamu. Dobrym połączeniem dla warzyw są orzechy, kasza jaglana, ziarna sezamowe, ryż i kukurydza. Te dwie ostatnie rośliny doskonale łączą się z fasolką szparagową, zielonym groszkiem, brukselką i kalafiorem, podobnie jak grzyby są cennym dodatkiem do warzyw. Dodatek jajka, mleka czy sera podnosi wartość białkową każdej jarskiej potrawy, co może być istotne dla osób przyzwyczajonych do dużych ilości mięsa.

Ile białka naprawdę potrzebujemy?

Następna kontrowersja dotyczy ilości potrzebnego nam białka. Jeszcze sto lat temu zalecano 100 g białka dziennie. Nieco później dawkę tę zmniejszono do 50 g. Brane obecnie pod uwagę normy spożycia białka wahają się od 30 do 55 g dziennie, zależnie od wagi. Jednak wciąż słychać głosy kwestionujące nawet tę normę. Zwolennicy dalszego ograniczania ilości zalecanego białka powołują się na zestawienie składu mleka, którym karmią swe młode mięsożerne drapieżniki, owocożerne małpy, wszystkożerne świnie i ludzie. Zawartość białka w mleku kotki wynosi w przybliżeniu 11%, w mleku maciory – 15%, w mleku małpiej matki – 2,3%, w mleku matki ludzkiej – 1,25-2,7%. Mleko krowie zawiera nieco ponad 3% białka, przez co nie nadaje się dla dziecka ludzkiego i musi być podawane rozcieńczone.

Niski procent białka w mleku kobiecym dowodzi, jak niewiele białka potrzebuje człowiek, skoro w niemowlęctwie – okresie najbardziej dynamicznego rozwoju i wzrostu – wystarcza mu taka dawka. Jej przekraczanie prowadzi do otyłości i chorób, co zdarza się niemowlętom karmionym mlekiem krowim. Cielę osiąga przecież dojrzałość szybciej, bo już w wieku 10 miesięcy, natomiast człowiek w wieku 13 lat. Jego fizyczny i biologiczny rozwój musi być zsynchronizowany z rozwojem umysłowym i dojrzewaniem społecznym. Nienaturalne przyspieszenie fizycznego rozwoju nadmierną ilością białka, zarówno w okresie niemowlęcym, jak i później, prowadzi do zachwiania proporcji między dojrzałością biologiczną a umysłową i emocjonalną. Ponadto nadmiar białka ogranicza szansę długowieczności.

Porównanie składu mleka karmiących zwierząt i człowieka prowadzi do jednego wniosku: skoro w okresie wzrostu i rozwoju wystarczają dziecku tak małe ilości białka, to znaczy, że po tym okresie potrzeby człowieka nie wzrastają, lecz się obniżają, i to kilkakrotnie.

Nadmiar białka a choroby

Każdy organizm ma pewną granicę tolerancji na nadmiar białka i potrafi się go pozbyć. Jednak spożywanie go w ilości przekraczającej tę granicę obciąża wątrobę i nerki, zmuszając je stale do usuwania zbędnego balastu, co doprowadza stopniowo do patologicznych zmian w obu organach. Dotyczy to zarówno białka zwierzęcego, jak i roślinnego.

Jednym z najbardziej paradoksalnych zjawisk we współczesnej wiedzy o żywieniu, jak twierdzi dr Maria Grodecka[5], jest uznanie gnilnego rozpadu białka zwierzęcego w ludzkich jelitach za zjawisko normalne, z uwagi na powszechność jego występowania. Trudno jednak mówić o powszechności, skoro badanymi były tylko osoby odżywiające się mięsem. (Okazuje się, że u wegetarian procesy gnilne nie zachodzą!). Rezultatem takiego stanowiska nauki jest uznanie za zbędną zmianę sposobu odżywiania. Ludzki przewód pokarmowy jest doskonale przystosowany do tego, by przekazywać do krwi takie składniki odżywcze jak aminokwasy, glukozę, kwasy tłuszczowe, witaminy i składniki mineralne z pokarmów roślinnych, jednak na skutek błędnego sposobu odżywiania przenikają do krwi produkty fermentacyjnego rozpadu cukrów: alkohol i kwas octowy, oraz produkty gnilnego rozpadu białka, czyli fenol, skatol, krezol i inne toksyny.

Kolejnym paradoksem jest uznanie przez medycynę leukocytozy za stan normalny. W połowie XIX wieku niemiecki uczony Rudolf Virchow odkrył, że pod wpływem jadania gotowanego białka zwierzęcego gwałtownie wzrasta liczba białych ciałek we krwi. Zjawisko to nazwano leukocytozą. Wiadomo, że wzrost białych ciałek krwi jest reakcją obronną organizmu na zatrucie lub infekcję. Ale ponieważ Virchow stwierdził taką samą reakcję u wszystkich badanych, uznał ją za normalną – podobnie jak uczyniono to w przypadku procesów gnilnych w przewodzie pokarmowym. I raczej bez wpływu na oficjalne stanowisko nauki pozostały późniejsze badania innego uczonego, Pawła Kołczakowa, który dowiódł, że pokarm niegotowany, jadany w stanie naturalnym, nie powoduje leukocytozy.

Na nadmiar białka w organizmie wskazuje się jako na przyczynę białaczki. Już leukocytoza jest sygnałem, że wprowadzenie gotowanego białka zwierzęcego do przewodu pokarmowego organizm ludzki traktuje jako wtargnięcie niebezpiecznych substancji toksycznych, mobilizując do ich zwalczania białe ciałka krwi (stąd ich podwyższona liczba). A leukemia, czyli białaczka, jest następstwem takiego przeciążenia funkcji ochronnych białych krwinek, że organizm gubi się, co prowadzi do ich nadprodukcji i choroby. Wiele lat temu czasopismo medyczne „Lancet” doniosło, że u dzieci chorych na białaczkę uzyskiwano bardzo dobre efekty lecznicze, stosując dietę niskobiałkową[6]. Statystyki wskazują na wzrost liczby zachorowań na białaczkę w tych krajach, w których wzrasta spożycie mięsa. Ta zależność dotyczy zresztą wszelkich odmian raka, a szczególnie raka odbytu – im większe spożycie mięsa, tym więcej chorób nowotworowych.

Tę samą prawidłowość można zauważyć w odniesieniu do chorób układu krążenia. To, że tłuszcze zwierzęce mają szkodliwy wpływ na stan naczyń krwionośnych wiadomo od dawna, ale ostatnio coraz więcej lekarzy i dietetyków jest zdania, że nie mniejszym szkodnikiem jest białko. Już 30 lat temu „Science News” opublikował badania, z których wynikało, że nawet niewielki wzrost ilości białka we krwi obniża dopływ tlenu o 60%[7]. Eksperyment przeprowadzony przez naukowców uniwersytetu w Pittsburgu na grupie chętnych dowiódł, że mała ilość otrzymywanego białka nie powoduje podniesienia się poziomu cholesterolu, mimo znacznej ilości spożywanych w tym czasie tłuszczów. Ten wynik doświadczenia wskazuje na możliwość takich procesów w organizmie, w których dopiero nadmiar białka powoduje wzrost ilości tłuszczów w osoczu krwi.

Do bardzo ciekawych wniosków doszedł Jurij Mikołajew, lekarz z Moskiewskiego Instytutu Badań Psychiatrycznych. Otóż według niego, schizofrenia jest formą zatrucia białkowego. Swoich pacjentów Mikołajew leczył, uzyskując wspaniałe rezultaty, głodówką trwającą od 20 do 40 dni. Taka terapia okazała się też skuteczna m.in. w przypadkach zaburzeń metabolizmu, egzemy, astmy oskrzelowej, nadciśnienia. Przed rozpoczęciem głodówki pacjent poddawany był bezmięsnej niskobiałkowej diecie oczyszczającej, a po zakończeniu kuracji musiał pozostać przy diecie jarskiej, jeśli nie chciał się narazić na powrót choroby.

Dieta przeładowana potrawami białkowymi, skrobiowymi i cukrem prowadzi też do wad wzroku i chorób oczu, które w wielu przypadkach są symptomem ogólnego zatrucia organizmu[8].

Naturaliści uważają, że każda choroba ostra lub przewlekła jest objawem kryzysu wywołanego ciągłym stanem zatrucia, właściwym ludziom, którzy odżywiają się według standardów przyjętych w krajach rozwiniętych . To nie same bakterie są przyczyną chorób, bo przecież są obecne w każdym organizmie, lecz dobre dla ich rozwoju środowisko, np. ludzki organizm przesycony toksycznymi substancjami. Pożywką dla bakterii jest bowiem niestrawione jedzenie. W takim środowisku w ciągu doby z jednej bakterii powstają tryliony. Rodzaj choroby zależy od ilości i rodzaju toksyn, jak również od miejsca, w którym się zgromadziły. Bez względu na to, czy choroba objawia się jako grypa, białaczka, astma, reumatyzm czy miażdżyca, każda jest stanem kryzysowym zatrucia organizmu, jego próbą samoobrony przez toksyczną inwazją.

Katarzyna Lewkowicz-Siejka

[1] Są to: tryptofan, leucyna, izoleucyna, lizyna, walina, treonina, metionina, fenyloalanina. Niektórzy podają liczbę 9 aminokwasów egzogennych, włączając w to histydynę, która należy do grupy egzogennych jedynie w okresie wzrostu młodego organizmu.

[2] Mimo że mięso uchodzi za kompletny pod tym względem pokarm, ma niedobór tryptofanu, metioniny i waliny. Poza tym pozytywna ocena ilości i przyswajalności białka w mięsie dotyczy tylko jego stanu surowego. Wysoka temperatura w czasie smażenia, pieczenia czy gotowania powoduje zmianę struktury chemicznej lizyny, czyli tego aminokwasu, którego duża ilość w mięsie ma decydować o jego wysokiej wartości białkowej. Podobne zmiany powoduje wędzenie i suszenie na gorąco.

[3] Problem dotyczy głównie lizyny, metioniny, tryptofanu.

[4] W tym przypadku niedobór metioniny w roślinach strączkowych zostaje uzupełniony metioniną z ziaren zbóż, a niedobór lizyny w zbożu – lizyną z roślin strączkowych. W ten sposób otrzymujemy białko pełnowartościowe.

[5] Maria Grodecka, Wszystko o wegetarianizmie, wyd. VEGA Katowice i SPAR Warszawa.

[6] Lancet 27.03.65. U 10 dzieci na 13 chorych następował uderzająco szybki zanik białych ciałek w szpiku kostnym.

[7] Science News 21.08.71. John Cainer dowiódł, że u królików pozostających na diecie wysokobiałkowej zgrubienie naczyń krwionośnych występuje w znacznie większym stopniu niż u królików karmionych pokarmem tłuszczowo-cholesterolowym.

[8] Swoje doświadczenia związane z leczeniem choroby oczu grożącej ślepotą opisał w książce „Better Sihgt without Glasses” (Lepszy wzrok bez okularów) Harry Benjamin. Autor leczył się w oparciu o zalecenia dietetyczne wykluczające duże ilości produktów mącznych, cukru i białka.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Blogger.com
  • Google Buzz
  • Twitter

Informacje o SiegnijPoZdrowie

Stowarzyszenie Promocji Zdrowego Stylu Życia - filia w Poznaniu
Ten wpis został opublikowany w kategorii Ciekawe artykuły. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Białkowe pomyłki

  1. olka pisze:

    Super artykuł, który powinien przekonać każdego wahającego się czy przejść na weganizm czy nie 🙂 Mi dostarczył dużo ciekawostek i tylko utwierdził w słuszności weganizmu.

  2. Łukasz pisze:

    Ciekaw jestem jak ma się sprawa jeśli chodzi o aktywność fizyczną??jednak sportowcy -np kulturyści potrzebują znacznych ilości białka aby budować masę mięśniową …wiadomo nie należą też oni na pewno do najzdrowszych osób ..jednak ciekawi mnie czy dało by radę coś osiągnąć w tym sporcie bez przeładowania się białkiem -wszyscy tak robią ,mają efekty więc chyba marne szanse …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *